Skip to content

Postkonsumpcjonizm

– Mama, kiedy uszyjemy pieska?

Nie wiem, skąd moja córka podłapała ten pomysł, ale w końcu przyszpiliła moje lenistwo, kiedy wszystkie trzy siedziałyśmy chore w domu. Odpaliłam wyszukiwarkę i uznałam, że coś takiego to nie będzie za dużo roboty:

https://i1.wp.com/img1.stylowi.pl//images/items/o/201306/stylowi_pl_diy-zrob-to-sam_diy-fantasy-sock-doll-diy-projects--usefuldiycom_9058125.jpg

Znalazłyśmy jakieś mało zniszczone, ale niechciane skerpetki i wzięłyśmy się do pracy. Ja szyłam, dziewczyny cięły starą, podartą poszewkę na kawałki, którymi wypychały zwierzątko. Oczka i buzię namalowały markerem. Trochę było błędów, trochę własnych pomysłów. Ostatecznie z trzech par skarpetek powstały dwa pieski. Dziś starsza wzięła swojego do szkoły.

Popatrzyłam na ich bałagan w pokoju, w którym nie mieszczą się profesjonalnie wykonane, piękne pluszaki. Kolekcję lalek Barbie. Wielkie pudła klocków Lego. Tak, tu i teraz każdy może to mieć. Rzeczy są tanie.

I właśnie dlatego, że każdy może mieć najnowszą lalkę Barbie, piesek zrobiony ze starych skarpetek nie jest już świadectwem biedy. Nabiera nagle zupełnie nowej wartości.

Reklamy

Chrześcijaństwo jest dla ludzi

– Ja… ja… ja ich po prostu nie rozumiem! Kupować sobie nowy, drogi samochód, żeby potem nie mieć na dentystę. To jest takie… takie… nielogiczne! Takie myślenie po prostu nie mieści mi się w głowie, to nie ma sensu!

Odpowiedzią było milczenie.

* * *

– W zasadzie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale przecież jeżeli święty Józef szedł na spis ludności do Betlejem, to chyba znaczy, że miał tam rodzinę, nie? To dlaczego szukał miejsca w gospodzie?

– Ja zawsze rozumiałem,  że chodzilo o względy prestiżowe, mieszkał gdzieś tam, ale był „z domu i rodu Dawida”, to chciał być zapisany w mieście wiązanym z Dawidem.

– Aha, i ze względów prestiżowych dzieciak mu się urodził w stajni. Super.

Jakie to bardzo, bardzo ludzkie. Nie logiczne.

Buka

Buka była najstraszniejszym koszmarem ich dzieciństwa — mówią. Dziwię się.

Nie bałam się Buki. Przecież nikogo ni krzywdziła, dlaczego miałabym się jej bać? Była duża, brzydka, zimna i… smutna. Współczułam Buce.

Dlaczego wszyscy się bali Buki? Na dobrą sprawę odpowiedź brzmi: wszyscy się bali Buki ponieważ wszyscy się bali Buki. Naturalne odruchy stadne. Psychologia tłumu.

Podobno Aspergery nie mają empatii. To nieprawda. Ta empatia jest… inna.

Kiedy Buka przychodziła do doliny Muminków, nie czułam strachu wszystkich jej mieszkańców. Czułam smutek, samotność i niezaspokojoną tęsknotę — Buki. I jej bezradność, kiedy stoi w kręgu światła lampy, ale wie, że nikt nigdy nie wpuści jej do środka. Kiedy sama jej obecność powoduje panikę.

Ta bezradna samotność, kiedy wszystko, co żywe, odtrąca cię i ucieka, bo… jesteś tym, kim jesteś.

Buką.

Chark

Oddycham delikatnie, żeby nie wywołać ataku kaszlu. Żebro boli przy każdym oddechu, ale RTG klatki piersiowej nie wykazało w tym miejscu anomalii. Widocznie uszkodziłam sobie mięsień, kaszląc.

Nie mam gorączki. Mój organizm w ogóle nie lubi podnosić temperatury, nawet przy ewidentnej grypie ledwo dobił do trzydziestu ośmiu. Myśli są w miarę klarowne.

Jak to dziwnie być słabym. Ciągnąć za sobą niechętne ciało, które ma ochotę się tylko przewracać. Wydobywać z siebie najcichsze słowa, tak niepodobne zwykłego, mocnego głosu. Miotać się żywym umysłem w ciężkiej, nie skoncentrowanej głowie.

Czemu ostatnio piszę tylko kiedy jestem chora?

Bo wtedy mam czas.

Niemoc

Zimny ogień w mięśniach ud i karku. Coś zadomowiło się w moim ciele. Ciało walczy. Chce spać. Nie ma tak lekko! Bo młode też się zaraziły.

Kiedy chciałam mieć dzieci, ludzie wspominali o różnych problemach – że będą chorować, buntować się, że nakłady finansowe… bzdura. Drobiazgi. Za to jakoś nikt nie zająknął się słowem o nieustannym przebodźcowaniu.

Ze starszą jest jeszcze jako tako. Naturalny nerd, introwertyczka, bierze klocki lego, piasek kinetyczny, plastelinę i cały dzień jej nie ma. Jak tatuś. Jak mamusia. Ostatnio opanowała najprostsze węzły, ale odplątywanie całego domu z oplotu linek i repsznurów nawet sprawia mi przyjemność. Za to młodsza jest… bardziej „normalna”. Chce interakcji. Żeby się dużo działo. Bez  przedszkola w krótkim czasie dostaje πerdolca i niezwykle skutecznie doprowadza do niego również resztę rodziny.

Mięśnie bolą, chciałoby się leżeć, a tu ciągle czegoś chcą. Najbardziej chcą uwagi – a ta jest niepodzielna i ledwie zipie.

Sen o szkole

Mama wspominała, że przez wiele, wiele lat prześladował ją sen, w którym pisze maturę. W końcu za którymś razem uświadomiła sobie, że jest dorosła i maturę dawno zdała. Wtedy przestał ją prześladować.

U mnie ten moment jeszcze nie nadszedł.

* * *

Jestem dorosła, ale i tak muszę iść do szkoły, bo czegoś mi brakuje w papierach. Plan lekcji właśnie się zmienił albo lekcje przeniesiono i wszyscy o tym wiedzą, tylko nie ja. Nie mam ze sobą tego, co powinnam mieć. Przyszłam na niewłaściwą godzinę. Nie wiem, gdzie powinnam być. Wszyscy to wiedzą, oprócz mnie. Błąkam się po budynku (zwykle wariacji na temat drugiej podstawówki) w nadziei, że metodą prób i błędów uda mi się ustalić, czego się ode mnie oczekuje. Boję się kogokolwiek zapytać, bo wszyscy oprócz mnie wiedzą i ja też powinnam wiedzieć – tyle, że nie wiem.

* * *

— Ale customowy ferrari kabrio przejechał!

— Naprawdę? Nie widziałam.

— Jak mogłaś nie widzieć? Wściekle niebieski jak mój rower, buczał, jak to sportowy samochód na niskich obrotach, przejechał tak wolno, że nie dało się go nie zauważyć!

— Naprawdę nie zauważyłam.

— Wiesz co? To twoje niezauważanie zaczyna się robić cholernie kłopotliwe.

— Nie. Nie zaczyna. Ono przez całe życie było cholernie kłopotliwe, teraz tylko jesteś świadomy, w czym rzecz.

A niebieskie ferrari cabrio, pomijając wszystko inne, zwyczajnie mnie nie obchodziło. Po co robić szum akurat wokół niego?

Kałużystki

Po kolejnych nawałnicach zostają połamane drzewa. I kałuże. Dużo kałuż. W. rozpina sandałki i wchodzi jedną stopą do brudnej wody.

— Fajna, zimna — stwierdza.

M. jej zazdrości. Też zdejmuje sandałki, staje obok. Mętna woda sięga jej do kostek.

— Aaaa, gdzie moje nogi! Nie mam nóg! — śmieją się obie.

Idziemy. Kałuż jest dużo, czasem na całą szerokość chodnika. A, co tam! Też zdejmuję sandały i staję razem z nimi w kolejnej.

Kolega z przedszkola patrzy na nas, zdziwiony. Jego mama też. Ostrożnie omijają kałużę bokiem, kiedy my radośnie stoimy w wodzie.

Wielka chmura szybko sunie w naszą stronę.

— Dziewczyny, będzie padać. Chcecie zmoknąć?

— Taaaak! — odpowiadają.

Leje. Mokniemy. Kałuże robią się ciepłe od uderzeń kropli, asfaltem spływają strumyczki.

— Gdzie strumyk płynie z wolna… — śpiewają dziewczynki, wędrując w dół jednej ze strug.

Ktoś się zatrzymuje, oferuje nam parasol.

— Nie, dziękuję — śmieję się, — mokniemy specjalnie!