Przeskocz do treści

Opowieść z gór, cz. I

20/08/2014

Dawno, dawno temu…

No, dobrze, dziesięć lat to wcale nie tak dużo, a ten właśnie rząd wielkości dotyczy niniejszej historii. Góry nie były ani duże, ani z żadnego innego powodu popularne, dzięki czemu pozostały praktycznie nie skażone jakąkolwiek godną uwagi turystyką. Na stromych, błotnistych zboczach pasły się łaciate krowy. Jedna z nich kilkanaście metrów przed nami wskakiwała na metrowe błotne osuwisko.

O krowach zwykło się myśleć, że są to zwierzęta duże, ciężkie i niezgrabne. Cóż innego mamy na myśli, kiedy o jakiejś rzeczy lub osobie mówimy „krowa”?

Krowa przed nami niewątpliwie była duża i ciężka – jednak wskakując na przeszkodę, balansując gigantycznym cielskiem i znikając w lesie zaprezentowała taką grację, że od tamtej chwili nigdy nie wróciłam do krzywdzącego jej gatunek stereotypu. Krowa to zwierzę duże, ciężkie i, zadziwiająco wobec swoich parametrów, zwinne.

* * *

Pogoda nie dopisywała. Szliśmy w chmurze. Zimna, szara, wilgotna mgła oblepiała twarze i ubrania, przyklejała się do butów, wsiąkała w plecaki i wszystko, co w plecakach nieśliśmy. Zwinięte w mżawce namioty i zawilgłe ubrania ciążyły dodatkową wodą. Buty napuchłe wilgocią nie schły ani na chwilę. Mokre zdejmowaliśmy wieczorem i mokre zakładaliśmy rano. Skóra pod nimi zrobiła się sucha i papierowa, aż w końcu zaczęła pękać do krwi.

Racje żywnościowe były po prostu za małe. To prawda, wszystko trzeba było nieść na plecach, a liofiliza była wtedy zaporowo droga, ale czy warto nieść mniej, kiedy nie ma się na to siły? Nie można było dopchać nawet słodką herbatą, bo w ramach oszczędzania masy zamiast cukru został zabrany słodzik.

* * *

Krok. Po pierwsze, podnieść tylną nogę, razem z ciężkim, mokrym butem. Po drugie, przenieść ją do przodu. Po trzecie, postawić nieco wyżej. Teraz przenieść ciężar ciała i plecaka na górną nogę. I następny krok, znów podnosimy nogę, która została z tyłu. Wokół zimna, wilgotna szarość, niewyraźne sylwetki pozostałych członków grupy. Błoto i krowie placki… i coś jeszcze. Niewyraźne, fioletowe duchy wokół przemoczonych butów. Ledwie majaczące przez mgłę.

Fiołki.

From → Kategorii Brak

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: