Przeskocz do treści

Kontrola

13/05/2015

Nie był to pierwszy przypadek, choć na dobrą sprawę nie było ich aż tak wiele. Przypadkowa starsza pani oburzyła się na mój sposób wychowywania dzieci. Powód? Pozwoliłam trzyletniej córeczce pobiec kilkaset metrów chodnikiem (oddzielonym od jezdni pasem zieleni) i jej nie goniłam.

Ze starszą panią nie wdawałam się w dyskusje, wiele lat temu nauczyłam się, że to nie ma sensu. Całą uwagę poświęciłam młodej, która po swoim wybryku – oczywiście – chciała do mamy. Starałam się, żeby sama zrozumiała, dlaczego nie powinna mi uciekać. A gdyby mi się zgubiła i bym jej nie znalazła? A gdyby ktoś ją sobie zechciał zabrać? Mała wyobraźnia wcale nie jest szczególnie uboga.

Przyjaciółka pożyczyła mi książkę Alfiego Kohna Wychowanie bez kar i nagród. Rodzicielstwo bezwarunkowe. Cóż, nie mam poczucia, żeby ta książka była skierowana do mnie. Owszem, znalazłam całkiem sporo interesujących uwag i udało mi się lepiej zrozumieć pewien bardzo ważny błąd popełniony w moim wychowaniu; jednak to, co autor uważa za rewolucyjne idee, które czytelnik prawdopodobnie odrzuci, dla mnie było oczywistą podstawą.

Cała pierwsza połowa książki poświęcona jest szkodliwości nadmiernej kontroli, osiąganej za pomocą różnych środków: kar, nagród, pochwał, miłości warunkowej. Niemal umarłam z nudów. Przytrafiło mi się akurat posiadać bardzo mocno percepcyjną osobowość. Duszę się w planach, schematach, grafikach i wszelkim szufladkowaniu. Uwielbiam za to obserwować świat i na bieżąco reagować na to, co się dzieje. Ciągła kontrola nad dziećmi jawi mi się głównie jako wyjątkowo pracochłonna forma okrutnego znęcania się nad nimi. Dodatkowo pozbawiałaby mnie fascynującego odkrywania świata dziecięcej kreatywności, przy okazji go niszcząc.

Szkodliwość kar? Zaobserwowałam zabawną rzecz. Uczyłam swoje dzieci, że kiedy zrobią komuś coś niemiłego, trzeba go przeprosić, przytulić i w ogóle wynagrodzić, będąc ultra-miłym. Pewnego dnia zdarzyło mi się ukarać młodszą córkę, nie pamiętam już za co i w jaki sposób. Zapamiętałam jej reakcję: czekała aż ją przeproszę.

Przeprosiłam. Czułam się z tym fenomenalnie głupio. Myślę, że i tak to było lepsze wyjście. Lepiej puścić płazem drobną psotę niż burzyć zasady, które udało nam się zbudować.

W pewnym sensie książka nie jest dla mnie pocieszająca. Raczej nie będę mieć „grzecznych” dzieci. Skoro cenię odwagę, samodzielność i nonkonformizm, skoro to w nich wzmacniam, to np. szkoła ma marne szanse być dla nich przyjaznym środowiskiem – tak, jak i dla mnie nie była. Jestem potwornie wdzięczna swoim rodzicom, że nie przywiązywali wagi do moich wyników. Przynajmniej o tyle udało się zmniejszyć wyrządzone przez szkołę szkody. Udało mi się zachować tę bezinteresowną miłość do nauki, radość odkrywania. A nauczyciele mieli problem – dziecko osiągające spektakularne sukcesy w nauce zupełnie nie darzyło szacunkiem dostojnej instytucji Szkoły. I co tu postawić z zachowania? Uparcie wtłaczali mnie w rolę wzorowej uczennicy, którą nigdy nie byłam.

No nic, szkołą się będę martwić za kilka lat. A cieszyć, jeśli dziewczyny przemęczą się przez szkołę i jako dorosłe i tak będą odważnymi, uczciwymi i kreatywnymi osobami.

PS: Nie potrafię pozbyć się z pamięci jednej babci, która na placu zabaw nie pozwalała robić wnuczkowi babek z suchego piasku, nakazując robić z mokrego. Dzieciak uparcie robił inaczej, na co babcia oświadczyła: „Jak nie umiesz się bawić, to idziemy do domu!” I go zabrała.

From → Dzieci

3 Komentarze
  1. „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go skarci” Prz, 13,24
    Cóż, Twoja sprawa, jak wychowujesz dzieci. Ja szczerze mówiąc ubolewam, że moi rodzice dali mi tak dalece posuniętą wolność, przez którą teraz nie potrafię niczego od siebie wymagać…

  2. Odpowiedź nie ma związku z tematem, ale jeśli chcesz, proszę bardzo: byłam od wewnątrz totalnie zepsuta moralnie, a mój mózg był jednym wielkim pornolem. Do tego nawet nie chcę wracać – zniszczyło mi to życie na bardzo długo. Ale jeszcze dłużej będę pracować nad tym, żeby nauczyć się samodzielności i pracowitości. I żeby wreszcie zrozumieć, że nie jestem pępkiem świata, za który się całe życie uważałam. Dlatego wybacz, mam trochę inne zdanie na temat wychowywania dzieci. I zupełnie inne obserwacje.

  3. No nie wiem, może mama faktycznie w pewnych sprawach jest perfekcjonistką. Ale jeśli chodzi np. o naukę, całe życie słyszałam: „Nie martw się, oceny nie są ważne”, „Za dużo od siebie wymagasz”, „Zaakceptuj fakt, że jesteś niedoskonała”, „Chrzań to wszystko”. Wobec czego nauczyłam się wszystko chrzanić i uważać, że tak jest dobrze. Z drugiej strony słyszę cały czas, że obijam się, jestem egoistką, nikomu nie pomagam, myślę tylko o sobie itp. Jak miałam się tego nauczyć skoro została mi wpojona postawa „marność nad marnościami”? Zaakceptowałam, że jestem nikim, przestałam od siebie wymagać, teraz takie tego owoce jak widać na załączonym obrazku. Za to wymagam od rodziców, bo ktoś od kogoś musi wymagać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: