Przeskocz do treści

Wychowanie

22/07/2015

Nie wiem, czym jest „bezstresowe wychowanie”. Jeśli potraktować termin dosłownie, to jest to coś bez sensu: nie ochroni się dziecka przed stresem, a jeśli komuś by się to udało, wyhodowałby osobnika niezdolnego do życia w normalnym społeczeństwie.

Czym jest „wychowanie bez kar i nagród”? Zasadniczo opiera się na założeniu, że dziecko wcale nie potrzebuje być co chwila osądzane (dobrze albo źle), żeby wyrosnąć na moralnego człowieka, za to kary są odbierane przez dziecko głównie jako sprawiona mu przykrość, a nagrody odbierają radość z bezinteresownej aktywności. Nie jestem jakąś fanatyczną zwolenniczką tej teorii. Uważam, że kary i nagrody nie są źródłem wszelkiego zła, ale nie należy ich mylić z wychowaniem.

*

Działający przykład.
Zasadniczo chodzenie z dwulatkiem do kościoła to, delikatnie mówiąc, problem. Czasem jednak, z różnych przyczyn, nie da się tego uniknąć. A dwulatek, zwłaszcza o żywszym temperamencie, usiłuje roznieść kościół na kawałki.

Weronika nie jest tu szczególnym wyjątkiem. Może tylko godne uwagi jest to, że okazywanie złości powoduje, że zaczyna się śmiać i jeszcze bardziej rozrabiać. Porażka wychowawcza? Oh really? Jeśli ktoś jest skłonny używać tych słów mając na myśli dwulatka, to chyba ma istotny problem z odbiorem rzeczywistości.

No, dobrze, Weronika rozrabia w kościele, a my? Możemy nic nie robić – biedni ludzie wokół nas. Okazujemy dezaprobatę – śmieje się i rozrabia jeszcze więcej. Próbujemy ukarać? Dopóki kara jest lekka, to śmieje się i broi coraz bardziej. Bardziej dotkliwa kara? Gratuluję! Zamiast rozrabiającego dwulatka mamy teraz awanturującego się dwulatka. Och, co za ulga dla otoczenia!

Można wyjść. Albo w ogóle nie przychodzić. To moje ulubione rozwiązanie, tylko czasami nie jest dostępne.

I kiedyś spróbowałam inaczej: wzięłam Weronikę na ręce i szeptem, bardzo poważnym głosem powiedziałam jej, że w kościele bardzo ważne jest, żeby ludziom nie przeszkadzać.

Wtedy zaczęła się starać.

*

Zadajmy sobie pytanie: co najbardziej mi się podobało w sposobie i efektach naszego wychowania? Co najmniej?

Moje odpowiedzi:

Najbardziej: Rodzice nauczyli mnie samodzielnego myślenia, odwagi, nonkonformizmu. Nauczyli mnie decydować samodzielnie i nie poddawać się presji otoczenia. Poprzez konsekwentne ignorowanie moich wyników w nauce, udało im się też uchronić mnie przed kujoństwem i zmniejszyć skutki „efektu prymusa”, dzięki czemu wciąż kocham naukę.

Najmniej: Zupełnie nie nauczyli mnie rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie z emocjami. Konflikty były wypierane ze świadomości, a emocje kwitowane słowem „histeria”. Zaowocowało to depresją lękową, z której, szczęśliwie, już jako dorosła osoba, dałam radę się wyleczyć.

A Wy – co byście na to odpowiedzieli?

From → Dzieci

5 Komentarzy
  1. Po przeczytaniu tego postu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że masz mnie za zagorzałą zwolenniczkę restrykcyjnych kar dla dzieci i w ogóle biczowania.
    Nie, kolejność jest taka: wyjaśniasz dziecku, dlaczego tak nie wolno, a dopiero potem, jeśli będąc pewnym że dotarło dziecko tylko sprawdza „co będzie, jeśli”… – trzeba mu bezwzględnie przylać i się nie cackać.

    Mnie mama nauczyła radzić sobie z emocjami świetnie i bezkonkurencyjnie:
    1) chrzań to
    2) idź spać
    3) weź se waleriany
    4) napij się
    5) jak nic z powyższych nie pomaga, to idź do spowiedzi

    Zazwyczaj pomagało, ale może mam mniejsze zachwiania nastrojów, a może inne potrzeby.
    Bardziej narzekam na to, że jak coś próbowałam robić sama, to szło mi to zawsze za wolno i mama wyrywała mi robotę z rąk, a jak nie robiłam nic, to robiła to za mnie. To wygodne, i przyznasz – nie sposób nie wykorzystać sytuacji. Gorzej, kiedy wchodzi w krew, i zaczynasz od wszystkich oczekiwać, że zrobią wszystko za Ciebie, bo Ty tego nie umiesz.

    • Co ma wspólnego samodzielność z rózgą, pytasz? Ma jedną zasadniczą rzecz. Rózga jest skuteczna w nauczeniu co jest dobre, a co złe. Jeśli się nigdy dziecku nie da klapsa, to wątpię, żeby było ono zdolne wykształcić w sobie postawę tak-tak, nie-nie. Może będzie wierzyć w dobro tego świata i szukać go w każdym możliwym miejscu, ale wcześniej czy później się pogubi, bo wina nie ukarana ulega rozmyciu.

  2. Na przykład, ja wierzyłam całe życie, że jestem dobra, no bo się starałam być dobra. Ale charakter mam totalnie słaby. Nie potrafiłam się zbuntować przeciwko rodzicom – co chyba jest jakimś etapem dorastania – bo mnie zwyczajnie rozpieszczali i prawie nigdy nie byłam karana, a jeśli już, to bez konsekwencji, bo im się nie chciało.

  3. Nawet nie umiem tego dobrze ująć w słowa. Po prostu czuję, że wiele moich problemów wynika z tego, że za mało byłam karana.

  4. O, to ja dobrze wiem. Chociaż mama uważa że bez niej zginiemy z głodu albo zjedzą nas żywcem pająki i karaluchy. Ale prawda jest taka, że kiedy na kilka dni wyjeżdża, to ze wszystkim sobie jakoś radzimy i raczej jest nam dobrze… Kiedy mama wraca, okazuje się, że jest bród, smród i ubóstwo i nie radzimy sobie z niczym… Dopóki mogę kogoś wykorzystywać, będę to robić, nie dlatego że chcę, tylko dlatego że boję się, że z niczym sobie nie poradzę tak jak trzeba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: