Przeskocz do treści

Samotny spacer

02/09/2016

Nie pamiętam, jak miał na imię. Pamiętam tylko, że był wysoki, chudy, miał podarte spodnie i długie, nieporządne włosy związane gumką z maleńkim pluszowym Pikachu. I opinię wiecznego studenta. Poza tym się nie znaliśmy. Dogonił mnie, gdy wychodziłam wieczorem z chatki, żeby pocieszyć zmysły zanurzeniem w spokoju świerkowego lasu.

— Dokąd idziesz? — zapytał.

— Przed siebie — odpowiedziałam spokojnie. — Stać mnie na samotny spacer, to korzystam

— Żal mi ciebie — wypalił ni stąd ni zowąd.

— Dlaczego? — Nie musiałam udawać zdziwienia. Czemu miałoby mu być mnie żal, skoro nic o sobie nie wiemy?

— No, wiesz, wszyscy się kręcą wokół Marysi… a ty zostajesz sama…

— Lubię być sama.

Lubiłam też Marysię. I z mojej perspektywy jej powodzenie u płci przeciwnej, o które zresztą nie zabiegała, było raczej kłopotliwe i męczące niż godne pozazdroszczenia.

Chyba nie uwierzył. Przez chwilę szliśmy w milczeniu.

— Żal mi ciebie — powtórzył.

— Nic nie rozumiesz.

Dziś, z perspektywy prawie tylu lat, ile miałam wtedy, jeszcze lepiej wiem, że nic nie rozumiał. I że miałam rację. Ceniąc tak wysoko możliwość pójścia na samotny spacer.

From → Kategorii Brak

7 Komentarzy
  1. Witaj siostro Ireny. Dzięki za komentarz. Cóż, ja leczenie rozważam. Ale przy moim systemie wartości, śmierć wcale nie jest gorszym wyjściem. Na pewno skutecznym na 100%, a z leczeniem różnie bywa. Dobrze że u Ciebie jest lepiej. Życzę powodzenia. A odnośnie wpisu Twojego.. Cóż, nie te czasy są, bo mogłabyś tamtemu panu odrzec: „you know nothing Jon Snow”. Samotność bywa fajna, ale wtedy kiedy jest z wyboru. Kiedy ma się po niej kogoś kto w każdej chwili ją rozwieje. Kiedy samotnością wypełniona jest każda chwila, tak różowo już nie jest.

  2. Może po prostu nie lubisz ludzi – tak to ujmijmy? W dziczy ich nie ma, a w mieście są tak liczni i bezkształtni, że właściwie też ich nie ma.

  3. Dziwne, że jakoś żaden z tych żartów nie zdołał mnie uzdrowić…

    I to nie chodzi o to, o czym się mówi, ale jak, i z jaką częstotliwością. Lubię dowcipy o Żydach, ale nie toleruję, po prostu nie trawię żartów z Holocaustu. Śmianie się (raczej wyśmiewanie) makabry, która dotknęła konkretnych ludzi to wyraz zwykłej głupoty, bo nie wiem, jak to nazwać. Jasne, możemy „oswajać” temat. Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, uważam, że nie ma w tym nic złego, że na niektóre tematy lepiej milczeć. Oswajanie tematów tabu to tak naprawdę w szerszej perspektywie przyzwyczajanie do nich jako do normy, uniewrażliwianie.

  4. Media zrobiły na tym wielką kasę – na pokazywaniu „prawdziwego życia”. Pod patetycznym płaszczykiem tej „prawdziwości” (którą uważam za fałsz, bo prawda tkwi też w proporcjach) przyzwyczailiśmy się do pedalstwa, o którym nie wolno mówić jako o zboczeniu, przyzwyczailiśmy się, że jak małżeństwo jest nudne, to wierność nie obowiązuje, przyzwyczailiśmy się do tego, że normalne nastolatki puszczają się na prawo i lewo i nie ma w tym nic złego…

    Jakoś do mnie nie przemawia koncepcja oswajania tematów tabu. W ogóle kwalifikowanie czegoś jako taki temat już jest wyrazem tego, że społeczeństwo ludzkie jest zakłamane. Albo się o czymś mówi głośno, albo po cichu, ważąc słowa, albo nie. Tabu to sztuczne pojęcie mające wywołać sensację.

  5. chociaż jak znam życie, pewnie źle Cię zrozumiałam 😉

  6. Zupełnie nie odebrałam tego filmu jako żartowanie z Holokaustu. Nietrudno wyczuć, kiedy żart godzi w coś, a kiedy żart czemuś towarzyszy. Dla mnie ten film w ogóle trudno rozpatrywać w kategorii komedii – to raczej dramat, który właśnie nie wyśmiewa, ale pokazuje piękno i sens Bajki. Tak, właśnie tej „naiwnej” Bajki, która w gruncie rzeczy jest przedmiotem większości owych żałosnych szyderstw.

    Trudno przyjąć cios, który godzi w samą istotę Twojego życia. Możesz się wówczas albo zmrozić i zamknąć na ludzi, albo przyjąć ich światopogląd i wegetować, czując we wszystkich członkach jak schniesz z braku siebie.

    Mnie guzik obchodzi, co ludzie myślą. Mnie obchodzi, co ludzie propagują, co czynią powszechnym i normalnym. Co kiedyś było wstydem, dziś jest chwałą. Wczoraj przeklinanie przy kobiecie było godne potępienia, dziś ja jestem potępiana za to, że ośmielę się zwrócić komuś uwagę. Wczoraj cnota uchodziła za cnotę, dziś jest godnym pożałowania frazesem. Czy mam być bierna wobec takiego wypaczania rzeczywistości? Mam to brać i łykać? Nie zgadzam się na to. Nie chcę rewolucji. Chcę, żeby czasem takich ludzi jak ja, traktowano serio.

    Bo wszechobecny cynizm tylko usprawiedliwia brak dobrej woli. Nakłania, żeby iść po linii najmniejszego oporu. Żart przestał być źródłem radości, ale zaczął być wyrazem pogardy, której przecież należałoby się wstydzić! Dziwne, że kiedy wyrażam swoje zdanie, albo proszę kogoś o uszanowanie moich uczuć, słyszę głównie: „Jesteś naiwna”, „jesteś nadęta”, „jesteś śmieszna z tą swoją świętojebliwością”, „będę dalej opowiadać takie żarty”, „będę przeklinał, kiedy mi się podoba, nie musisz mnie słuchać”.

    I wiesz co? Możesz mi pogratulować, że żyję, chociaż urodziłam się nie w swoich czasach i nie mogę nigdzie znaleźć własnego miejsca… Nie mogę usłyszeć nawet od najbliższej osoby: „Kochanie, przecież Twoja dusza jest piękna!”. To jest największe cierpienie.

    To dobrze, że w internecie mogę mówić.

  7. Nie czuj się zaatakowana, bo przecież Cię nie atakuję. Wyżalam Ci się. Michael uważa mnie za naiwną i nieraz mi to mówił wprost. Bo że świat tak uważa, to przeboleję. Ale że on, umieram ze smutku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: