Przeskocz do treści

Antypody

19/09/2016

Prawie trzynaście godzin lotu – nie licząc jeszcze dwóch przed przesiadką. Całe miejsce na świecie ograniczone do jednego fotela, z przodu, z tyłu, po obu bokach graniczącego z fotelami innych ludzi. Jak kurczak w chowie klatkowym. Leki wywołują senność, zapewniają porządne godziny snu w pozycji kłębka. A potem mała, klaustrofobiczna panika, ugłaskiwana myślą „już już, za godzinę, za pół godziny lądujemy”.

Lądowanie. Słońce wschodzi. Formalności idą sprawnie, bagaży nie zgubili, nareszcie powietrze – jak pięknie ono pachnie! Świeżo, chłodno, trochę morzem, ale innym niż kiedykolwiek znałam. Mniej rybnym, bardziej… jak to, co sprzedają pod nazwą „zapach morski”. Więc jednak niektóre morza naprawdę tak pachną.

Słońce jest gorące, a wiatr zimny. Taksówkarz ma całą przednią szybę obwieszoną Matkami Boskimi. Gazuje nie do końca sprawnym volkswagenem. Zaskakuje, ile widać europejskich samochodów.

Na drzewach nie znanych mi gatunków właśnie wschodzą pierwsze listki. Nieliczni ludzie kulą się w zimowych kurtkach na przystankach. To wydaje mi się dziwniejsze niż przesunięcie czasu, dziwniejsze niż słońce wędrujące przeciwnie do wskazówek zegara.

Z babiego lata nagle rzuciło mnie prosto we wczesną wiosnę.

From → Kategorii Brak

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: