Skip to content

Nie lubię sztandarów

19/04/2017

Przestałam się deklarować jako wierząca. Rodzina ma z tym problem. Jeszcze większy problem ma z tym, że nie zaczęłam się deklarować jako niewierząca. Bo wtedy przynajmniej mogliby mnie sklasyfikować i odnieść się do tego. A ja właśnie tego chcę uniknąć. Za dużo wprowadzamy między ludzi prostych i iluzorycznych podziałów po zupełnie umownych liniach.

Reakcje są ciekawe. Rodzice unisono podnoszą argument tradycji. Cóż, widać każdy musi oprzeć się na czymś. Można mieć sentyment do Mszy w porządku trydenckim, ja nawet mam pewne estetyczno-teologiczne odchyłki w stronę prawosławia, ale definiowanie się przez to? Kiedy tradycja albo postęp stają się ważniejsze od prawdy, lecimy ku jednej z dwóch katastrof do wyboru.

Wujek, którego w kościele widywałam chyba tylko na pogrzebach, wziął się za nawracanie mnie. Wciąż wracał do refrenu „ale to nie o to tak naprawdę chodzi”, tylko jakoś nie potrafił określić, o co w takim razie chodzi.

Mnie najbardziej chodzi o to, że nie znoszę sztandarów. Człowiek mówi: jestem wierzący / niewierzący, mam poglądy lewicowe / prawicowe / postępowe / konserwatywne / liberalne / ekologiczne / pacyfistyczne / narodowe, ostatnio w Polsce może popierać PiS albo KOD… i to go definiuje. Ludzie zaczynają się dzielić na „naszych” i „tamtych”. Różne pytania, koncepcje i propozycje nie wymagają już większego zastanawiania się, wystarczy przyłożenie szablonu – czy to pasuje do mojego sztandaru, czy nie?

Kiedy staję wobec takich ze swoją postawą systematycznego zwątpienia, uznają mnie za zwolennika opcji przeciwnej. Bo zamiast popierać, wątpię. Mało kto w takiej sytuacji dostrzega drobną różnicę między „wątpię” a  „odrzucam”. Pewnie dlatego dla wielu słowo „agnostyk” to eufemizm na „ateistę”.

* * *

W Wielki Piątek jajecznica była bez szynki.

— Dzisiaj nie jemy mięsa ani słodyczy i w ogóle unikamy robienia przyjemnych rzeczy na pamiątkę, że Pan Jezus umarł. Został zabity na krzyżu — tłumaczę dzieciom.

— Aha — dzieciaki najwyraźniej nie miały z tym problemu.

— Mama, ja chcę dzisiaj iść do kościoła — powiedziała czteroletnia W. — Żeby pokazać Panu Jezusowi, że mi smutno.

Poszliśmy. Czemu nie?

 

Reklamy

From → Kategorii Brak

2 komentarze
  1. Kurczak permalink

    Każdy wierzący jest wątpiący. Na tym wiara polega, że nie ma pewności. Ktoś, kto nie wątpi, wątpię, żeby wierzył.

    • Chyba mam problem ze słownictwem.
      Kiedy mówię komuś: „wierzę ci”, to mam na myśli „przyjmuję, że to, co mówisz, jest prawdą”.
      Kiedy mówię: „Nie wierzę”, to rozumiem przez to „jestem przekonana, że to nieprawda”.
      Kiedy mówię: „Wątpię”, to znaczy, że nie wiem, jak naprawdę jest i powstrzymuję się od rozstrzygających opinii.

      Może dlatego lubię naukę, że tam słowa zawsze znaczą to samo i nie zastawiają na ludzi pułapek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: