Przeskocz do treści

Olga

23/06/2019

Właściwie to książka mi się nie podobała. Wątki nie kończyły się ani nie zaczynały, przeplatały tylko nieuchwytną, magiczną fakturą muślinu, tkane w przestrzenne abakany. Taki urok literatury ambitnej – pozbawia nas tego, czego oczekujemy, a jednak nie przesstaje hipnotyzować, czarować, dobijać się do wnętrza.
Skończenie książki nic nie skończyło, nie zamknęło, nie dało ulgi, którą kiedyś o trzeciej w nocy odczułam nad ostatnim zdaniem przeczytanego jednym tchem Roku 1984. Dziwna, bezkształtna opowieść oplotła mnie pajęczyną bez początku i końca.

Jednak może do czegoś się ta powieść przydała. Myśli znów popłynęły potoczyście, gładko uprzędzone, ubrane w piękną polszczyznę. To miła odmiana po strzępiących się telegraficznych polsko-angielskich łamańcach, w które moje myśli ostatnio się ubierały. W jak dziwny sposób język kształtuje myśl.

Jak mam złożyć życzenia imieninowe, kiedy ból znowu woła o koniec, o śmierć? To proste, ćwiczone tyle razy, weszło już w nawyk, w krew. Tembr głosu precyzyjnie odpowiedni do okazji, każdy mięsień twarzy ćwiczył swoją rolę, wie, kiedy wejść, kiedy wyjść, kiedy się ukłonić. Leki upośledzają moje ręce, ale zostawiają mi kontrolę nad twarzą, to wystarczy.
Czemu ludzie nie znoszą pustki? Na świeżo wymiecionej podłodze natychmiast pojawiają się klocki, kapcie, plecaki, projekty części do maszyn i sukienek dla lalek. Nawet ci porządni, sprzątający, zastawiają wszystko doniczkami, figurkami, bibelotami, które potem cierpliwie i bezsensownie odkurzają. Kiedy milczę, przychodzi ktoś, kto chce mówić. Kiedy robię coś, co nie ma znaczenia, segreguję śmieci, zdejmuję pranie z suszarki, przygotowuję kolejne do wrzucenia do pralki – przychodzi ktoś i nadaje temu swoje znaczenie, nieudolnym pomaganiem pozbawia mnie tej cennej próżni, w której myśli mogłyby wreszcie popłynąć własnym torem, własnymi, kocimi, milczącymi ścieżkami.
Czemu nie wolno mi mieć pustej twarzy? Czemu zaraz słyszę „uśmiechnij się” albo „czy jesteś smutna?”

Pustka leczy ból. Rozpuszcza go, nie pozwala mu osiąść, transportuje go jak wartki górski strumień gdzieś dalej, gdzieś, gdzie może to, co tu jest bólem, tam stanie się żyzną, aluwialną glebą.

Reklamy

From → Kategorii Brak

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: